Redagują uczestnicy warsztatu terapii zajęciowej.

 

logo Pomost

 

Jest to nasza gazetka. Ukazuje życie, jakie toczy się w naszej placówce. Życie, które my tworzymy i które nas tworzy. Zawiera też wiadomości, którymi się interesujemy. Gazetka 3xP uczy, bawi i łączy.

Czekamy na inne propozycje od państwa, o których chcielibyście przeczytać.

 

Zachęcamy do czytania.

Temat przewodni gazetki:

 

Turnus rehabilitacyjny

 

 

 

 

Serwis fotograficzny

WSTĘPNIAK

 

 

Bródnowskie Stowarzyszenie zorganizowało w dniach 30.05 - 12.06.2009r turnus rehabilitacyjny w Ustroniu Morskim. Na turnus pojechało 33 uczestników WTZ i Klubu Promyk oraz grupa niemiecka ze Stowarzyszenia Reha-Verein z Monchengaldabach. Program wyjazdu zakładał integracje grupy polskiej i niemieckiej oraz rehabilitację społeczną i zdrowotną.

 

Dzień zaczynał się gimnastyką oraz zabiegami rehabilitacyjnymi które trwały do obiadu. Po krótkotrwałej sjeście odbywały się zajęcia zorganizowane, były to wycieczki piesze i rowerowe, wyjazdy na basen.

 

Zwiedzaliśmy Kołobrzeg i płynęliśmy statkiem. Odbyła się wycieczka kolejką wąskotorową po okolicy. Wieczorem odbywały się dyskoteki oraz ogniska. Turnus rozpoczął się integracyjnym tańcem wokół ogniska i innymi zabawami które miały zbliżyć obie grupy. We wszystkich zabawach uczestnicy wspólnie się bawili np.: w przeciąganie liny, kaczuszki. Zbliżeniu grup sprzyjał też „Dzień Sportu”. Drużyny były mieszane. Rozegrano mecz siatkówki, bilarda i ping-ponga. Grupa niemiecka uczestniczyła także w tańcach w kręgu. Chętnie chodzili na plażę. Byli bardzo zadowoleni i podczas pożegnania mówili, że nie mogą doczekać się następnego spotkania. Wymieniliśmy się drobnymi upominkami wykonanymi przez uczestników warsztatów z Polski i Niemiec.

 

W wolnym czasie spacerowaliśmy po plaży i budowaliśmy zamki z piasku. Graliśmy w  bule i opalaliśmy się. Nasze warsztatowe morsy zażywały kąpieli w morzu. Nocne marki uczestniczyły w wieczornych spacerach po plaży a najbardziej wytrwali podziwiali wschód słońca. Braliśmy udział też w zabawach zorganizowanych przez ośrodek, w którym wypoczywaliśmy. Mieliśmy możliwość uczestniczyć w pokazie fakira i śpiewać podczas karaoke.

Ośrodek wypoczynkowy „EVA” jest pięknie położony blisko morza. Ośrodek miał w ofercie wiele zabiegów leczniczych. O ofertę kulinarną dbała pani Elżbieta. Współpraca z ośrodkiem przebiegała bardzo pomyślnie. Uczestnicy chętnie brali udział w zajęciach. Zawiązały się przyjaźnie polsko-niemieckie ale też odnowiły się stare znajomości. Czekamy na następne spotkanie.

 

Redakcja

USTRONIE MORSKIE

 

W tym roku turnus rehabilitacyjny zorganizowany przez Bródnowskie Stowarzyszenie Przyjaciół i Rodzin Osób z Zaburzeniami Psychicznymi „POMOST” miał miejsce w Ustroniu Morskim w dniach 30 maja - 12 czerwca. Ustronie Morskie to mała malownicza miejscowość położona nad brzegiem Morza Bałtyckiego w województwie zachodniopomorskim. Ustronie jest częścią powiatu  kołobrzeskiego i jest oddalone od Kołobrzegu o około 15  kilometrów. Ustronie Morskie jest miejscowością typowo turystyczną. Liczba stałych mieszkańców wynosi około 2000 ludzi, a podczas szczytu sezonu turystycznego przebywa w Ustroniu jednorazowo do 10 tysięcy turystów. Kurort ten jest położony wzdłuż brzegu morza na długości około 2 - 2,5 kilometra. W głąb lądu Ustronie „wdziera” się  miejscami  również  na odległość 2 - 2,5 kilometra. Ustronie posiada piękną piaszczystą plażę na której znajdują się dwa niewielkie mola oraz  pomost  wychodzący niejako w morze ulokowany kilka metrów nad plażą. Plażę od części miejskiej oddziela strefa ochronna  na  której znajdują się wydmy, wysokość ich dochodzi do 10 metrów. Dalej, za wydmami zbudowano szeroką na kilka metrów promenadę przeznaczoną dla pieszych i rowerzystów. Nosi ona nazwę „Promenada Dobrego Humoru”.  Pełno w Ustroniu obiektów nastawionych na obsługę turystów.  Znajdziemy tutaj domy wczasowe, hotele, pensjonaty, domy oraz  przyczepy kempingowe, pokoje gościnne, pola namiotowe itd. Bardzo dużo jest w Ustroniu restauracji, barów, kawiarni, cukierni ,smażalni  serwujących świeże ryby prosto z morza oraz sklepów i punktów z pamiątkami  oraz wiele, wiele  innych tego typu obiektów. W ostatnich latach Ustronie bardzo się zmieniło i wyładniało. Powstało wiele nowych domów zwykle przeznaczonych do celów  turystycznych. Ułożono nowe chodniki, wymieniono nawierzchnie wielu ulic. Niezależnie od wspomnianej przeze mnie nadmorskiej promenady miasteczko posiada główną ulicę przy której  znajduje się bardzo dużo  obiektów nastawionych na obsługę turystów. Pełni ona rolę deptaku na której zawsze  latem można  spotkać spacerujących turystów. Ustronie przyciąga wczasowiczów nie  tylko piękną plażą i czystą wodą ale również wspaniałym , bardzo zdrowym klimatem. Na walory tego klimatu składa się: jod jaki znajduje się w powietrzu krążącym w Ustroniu i okolicach  występujący  łącznie  z innymi zbawiennymi dla zdrowia pierwiastkami. Powietrze  którym oddycha się w Ustroniu i okolicach określa się nazwą – „aerozol morski”. Również bardzo pozytywnie wpływają na zdrowie  ludzkie okoliczne lasy. Tlen wydzielany przez drzewa tych lasów w połączeniu z  pierwiastkami  które „produkuje” morze  stanowi swoistą ”bombę zdrowotną” oddziałowującą najmocniej na układ oddechowy. Ośrodek w którym wczasy spędzała nasza grupa nosi nazwę „EWA”. Jest dosyć  komfortowy. Składają się na niego dwukondygnacyjne segmenty, w których  właśnie  mieszkaliśmy, domki kempingowe oraz stołówka , dosyć duża kawiarnia w której  mogą odbywać się dyskoteki. W ośrodku istnieje możliwość korzystania z siłowni, ping-ponga, bilardu oraz zabiegów leczniczych. Do dyspozycji gości jest duży plac przeznaczony do organizowania spotkań.

 

Maciej Pęzik

 

WSPOMNIENIA Z TURNUSU:

 

Elżbieta

pierwsze miejsce w konkursie na wspomnienie z turnusu

 

Zaczęło się całkiem sympatycznie. Wszyscy wsiedli do autokaru, który warknął i ruszył z wielką gracją. Gdy zajechaliśmy do Ustronia Morskiego, byłam mile zaskoczona z powodu obsługi ośrodka i warunków mieszkalnych. Pomimo męczącej podróży czułam się w moim żywiole, podekscytowania, a później zajęta ciekawą rozmową z moimi koleżankami. Następnego dnia zaczęły się spacery pięknymi bulwarami, przy którym rosły dzikie róże, a w dole  rozciągało się morze groźne i piękne.

 

Będąc na turnusie  korzystałam z porannych zabiegów takich jak fotel masujący i bicze wodne. Po nich czułam   się zrelaksowana i wypoczęta, a więc miałam dużo siły uczestniczyć w wycieczkach organizowanych przez ośrodek wczasowy. Między innymi miałam okazję przejechać się po Ustroniu „Ciuchcią”, która mknęła przez las, aż  nad samą czerwoną rzekę, która upływała do morza. Dlaczego się tak nazywa? Z powodu czerwonego podłoża, tak jakby dolał  farby. Na skraju lasu widać było  różne przedwojenne domy rybackie. Widok ten zapierał mi dech a nawet pozazdrościłam ich mieszkańcom i wyobraziłam sobie siebie mieszkającą w którymś z , tych uroczych domków. No ale starczy tych wrażeń. wycieczki po Ustroniu.

 

Teraz napiszę o czymś bardziej fascynującym, o zjawisku, wschodzącego słońca, które można nazwać cudem natury. Z samego rana z paroma osobami czekałam, aż wyłoni się z nad morza. ta „kula  ognista”. Pierwszy moment pokazania się słońca był dla mnie mocnym przeżyciem, aż krzyknąłem w zachwycie. Takie cuda natury są jak poezja, która pobudza wyobraźnię i skłania  do refleksji.

 

Nie zapomnę również o wycieczce do Kołobrzegu w marną pogodę, kiedy to fale morza „przechodziły same siebie”. Straszyły nas będących na statku, która co chwila kołysał się niemiłosiernie. Byłam przerażona i krzyczałam jak w horrorze. Złościło mnie, że się odważyłam wsiąść na statek. Kiedy dobiliśmy do brzegu poczułam się jak uratowany rozbitek. Ten rejs pozostanie długo w pamięci.

 

Przeżyłam jeszcze wiele przyjemnych chwil i uważam, , że pobyt na takim turnusie pobudza bardziej do życia i wzbogaca wewnętrznie.

 

Ewa

wyróżnienie w konkursie na wspomnienie z turnusu

 

No ja niestety nie pojechałam na turnus rehabilitacyjny ale Warsztaty Terapii Zajęciowej były czynne. Może trochę żałuję że nie pojechałam , gdyż z opowieści niektórych uczestników oraz  zdjęć świetnie się bawili.  My też bawiliśmy się wybornie, czy to na spacerach, czy przygotowywaniu smacznych posiłków i chodziliśmy do kina. Chociaż tytuł konkursu jest Wspomnienia z Turnusu, postanowiłam napisać co się działo w między czasie tu w WTZ w 0Warszawie.  Może nie najdokładniej bo pamięć  czasami zawodzi, ale jak to ja sama  widziałam na  warsztatach, wierzcie lub nie było  fajnie.

 

Ja nie pojechałam dlatego gdyż miałam umówioną wizytę do lekarza i tęskniła bym za rodziną. Ale koniec tłumaczenia.

 

Przechodzę do konkretów. W pierwszym tygodniu w Warszawie pogoda była słaba, rano ładnie a popołudniu deszcz lub pełne zachmurzenie. Czyli ze spaceru nici, dwa razy lub trzy poszliśmy na spacer w mżawkę czyli lekki kapuśniaczek.

 

Na śniadania mieliśmy same rarytasy takie jak: naleśniki z serem białym i sałatkę owocową, pizzę i piersi z kurczaka w maślance.

 

Wszystko to wymyślaliśmy na społeczności rano i cały czas przewijał się żart ogólny to co robimy „kanapki” a zawsze wychodziły pyszne obiady gdy wszystko było podane łączyliśmy stoły i delektowaliśmy się pysznym kotletem schabowym z młodymi ziemniakami. „Ale lepsze byłyby kanapki.” I wszyscy w śmiech. Potem po sytym posiłku spacer.

 

Spacerowaliśmy niemal codziennie a w dwutygodniowym pobycie uczestników WTZ na turnusie, my na WTZ byliśmy na lodach i w kinie na „Noc w Muzeum” było super, oglądałam film z pełnym zaciekawieniem. Było w filmie pełno efektów specjalnych ,najbardziej podobał mi się w filmie szkielet dinozaura który przed pewną godziną gdy się ściemniało ożywał i wcale nie był groźny tylko wdzięcznie machał ogonem jak pies. W każdym bądź razie był świetny ten film szkoda opowiadać trzeba na niego pójść poprostu i samemu go obejrzeć.

 

Po kinie - nie wiem czy wymieniałam - poszliśmy na pyszne  lody w wafelku od „GRYCANA”. Ja wybrałam lody o smaku chałwy bo nigdy takich nie jadłam. Smakowały jak zimna chałwa.

Następnego dnia na WTZ postanowiliśmy zrobić kolejny raz pizzę ale ponieważ przegłosowaliśmy że do pizzy ma być coca-cola i lody. Tak się więc stało.

 

I tak zakończył się uczestników turnus, a Nasza degustacja potraw, spacerów i wyjść do kina to jednak nie oznacza że nie pojadę w przyszłym roku na turnus wręcz przeciwnie wybiorę się ale gdy nie znajdę pracy.

 

Sławomir

wyróżnienie w konkursie na wspomnienie z turnusu

 

Były atrakcje takie jak:

Przejażdżka kolejką po Ustroniu Morskim i do sąsiednich miejscowości: Sianożęty i Wieniotowo, za Wieniatowem dotarliśmy do rzeki czerwonej, wąskiego kanałku wpadającego do morza, tam wysiedliśmy z kolejki i  przeszliśmy kawałek do jej ujścia z Morzem. Rzeka ta rzeczywiście jest czerwona w zależności od tego jak operuje na nią słońce. Był tez rejs statkiem w Kołobrzegu, płynęliśmy gdy na morzu było 3 w skali Beauforta, a więc prawie jak podczas burzy na morzu.

 

Zwiedzaliśmy skansen chleba. Było to muzeum. Wyglądało tak : był to drewniany dom ze słomianą strzechą we wnętrzu piece i maszyny do krojenia chleba z dawnych czasów a na zewnątrz ogródek z roślinami przyprawowymi jak np. tymianek. Była też przejażdżka rowerami do latarni morskiej oddalonej kilka czy kilkanaście kilometrów. Część osób z tej grypy zdecydowała się jeszcze wejść na jej wierzchołek, aby stamtąd podziwiać okolice i morze. Były też ogniska, pieczenie kiełbasek przy ognisku, na tych ogniskach gry i zabawy, konkursy, wieczorem wieczorki taneczne a przy niepogodzie graliśmy w bilarda.

 

Do morza od ośrodka było 10 minut drogi. Do mola było ok. 30-40 minut drogi. Było to fajne miejsce, gdzie można było posiedzieć pod gołym niebem i podziwiać morze, posłuchać muzyki i zjeść smażoną rybkę no i oczywiście wejść na molo ( było bezpłatne).Chodziłem tam barbakanem tam bulwarem, plażą albo chodnikiem raz to w towarzystwie kolegi ze swojego pokoju Zbyszka a to raz w większej grupie ( dość często ).Idąc w to miejsce mijało się rezerwat buczyny nadmorskiej i mikołajska nadmorskiego.

 

Następnie 15 minut w kierunku Kołobrzegu było drugie molo zakończone wysoka amboną. Po drodze mijało  się aleję satyry, karykatury i dobrego humoru (było to co parę metrów parę śmiesznych rysunków ). Przy tym drugim molo też byłem. Ponieważ było tam mnóstwo sklepów z pamiątkami kupiłem sobie pamiątki związane z morzem. Raz samodzielnie się wybrałem plażą 5km piechotą nad rzekę Czerwoną ( na podstawie tego, że przewodnik powiedział, że z Ustronia Morskiego do tej rzeki idzie się 1 godzinę. Podczas spacerów po Ustroniu warto też było zwrócić uwagę na jego architekturę. Brodziłem w towarzystwie p. Uli terapeutki w wodach Bałtyku co jest uwiecznione na zdjęciach mimo że woda była zimna.  Z kolegą Zbyszkiem z którym mieszkałem w jednym pokoju dobrze się dogadywałem.

 

Dla mnie te wczasy będą długo miłym wspomnieniem, tam wypoczywałem.

         

Anna

 

Turnus z Ustronia Morskiego wspominam bardzo miło. Było tam bardzo dużo różnych atrakcji – wycieczki tramwajem po Ustroniu Morskim i okolicach do Kołobrzegu, do skansenu pieczenia chleba. Ośrodek organizował ogniska integracyjne dla uczestników turnusu. Pierwsze ognisko mieliśmy z grupą osób z Niemiec. Spotykaliśmy się z nimi codziennie na posiłkach, na codziennych dyskotekach organizowanych przez ośrodek. Trudno było na początku się porozumieć z nimi - bariera językowa, ale jakoś się dogadaliśmy. Postanowiłam po powrocie do domu powtórzyć sobie niemiecki . Nie siedziałam w pokoju. Chodziłam na spacery nad morze. Zbierałam muszelki. Plaża mi się podobała, bo była wąska, a zaraz morze. Lubiłam słuchać szumu fal. Spacerowałam też ulicami miasta, gdzie „co chwila” był sklep z pamiątkami z przewagą wyrobów z bursztynu. Cieszyło mnie, że w ośrodku była baza zabiegowa i mogłam codziennie rano korzystać z dwóch zabiegów darmowych. Jedzenie było wyśmienite i dużo, chyba nikt nie chodził głodny. Poza tym cisza i spokój. Dni upływały szybko i miło. Nie było miejsca na nudę. Nie było czasu

myśleć o swojej chorobie.

 

Bożena

 

Wyjeżdżając na turnus do Ustronia Morskiego byłam pełna obaw, strachu i lęku że przytyje. Jednak nikt mnie nie zmuszał do jedzenia i picia. Czułam lęk jak miałam iść na stołówkę bo było dużo ludzi i miałam myśli że wszyscy na mnie się patrzą. Na turnusie podobały mi się zabiegi tzn. materac wibracyjny i masaż stóp. Na turnusie były organizowane dyskoteki i ogniska ale w nich nie brałam udziału bo się bałam. Wtedy siedziałam w pokoju i oglądałam telewizje. Codziennie chodziliśmy na spacery nad morze. Lubiłam spacer po plaży słysząc szum fal. Wtedy przychodziły myśli żeby wskoczyć do morza i popłynąć jak najdalej w otchłań w nieznane. Aby zniknąć zawsze, żeby nie być dla rodziny problemem i nikomu nie zabierać czasu. Lecz tęsknota za pieskiem Miką była silniejsza że nie mogę jej opuścić. Podobała mi się wycieczka rowerowa, gdzie przejechaliśmy 16 km, ale bałam się żebym nie zasłabła.

 

Była również wycieczka ciuchcią po Ustroniu oraz rejs statkiem po morzu. Na statku czułam lęk bo były duże fale i padał deszcz. Statek mocno się kołysał i bałam się że może się przewrócić. Najbardziej podobały mi się schody do domku bo schodziłam kilka razy dziennie na papierosa, gdzie spalałam kalorie. Zadowolona byłam z dobrej opieki ze strony terapeutów, bo organizowali nam czas i zajęcia. Chciałabym jeszcze raz wyjechać na turnus bo było nawet miło i fajnie. Odpoczęłam też od rodziców i od gadania mamy.             

 

Dominik

 

Przez dwa tygodnie w czerwcu w 2009 roku przebywałem na obozie nad morzem w pięknym zakątku Polski w Ustroniu Morskim 500 km od Warszawy. Była to wizyta grupą z Wincentego z tatą przez pierwszy tydzień, a drugi z mamą i z siostrami. Było to coś pięknego. Plaża, okruchy piasku  zalewane  codziennie kroplami  morza. A do tego  klimat, który wpływał  na bogatą szatę roślinną (florę) i zwierzęcą (faunę). Wypływające z nad morza  na plażę  muszelki przyczyniały się do tego , że cała plaża  była nimi pokryta. Gorący piasek palący stopy oraz chłodna woda  to wszystko co mogło zaoferować ta miejscowość.

 

Byłem w tym ośrodku dwa  tygodnie. Był to obóz też dla Niemców.  Posiłki były przepyszne. Codzienne ogniska  i dyskoteki nadawały temu miejscu przecudowny charakter. Wyjścia nad morze i wyjazd do  Kołobrzegu, gdzie kelnerzy podawali extra kuchnię przyczyniły się  się do zrzeszenia turystów. Gofry, lody, naleśniki i morska kuchnia to było coś przepięknego w tym regionie kraju.

 

Tenis stołowy oraz siłownia  oraz codzienna gimnastyka  to było coś super. Zabiegi takie jak masaż wibracyjny oraz kąpiel perełkowa przyczyniały się do polepszenia wyglądu naszego ciała oraz wpłynięcia na polepszenie  naszego nastroju.

 

Jeszcze do tego wycieczki rowerowe 2 razy po 8 km do latarni i z powrotem: raz z tatą i grupą, drugi raz z częścią rodziny.

Codzienne wyjścia na plaże i dwa wyjazdy na basen do Kołobrzegu, w którym  jednym ja uczestniczyłem. Dwie ogromne zjeżdżalnie  i  dżakuzi  w szczególności sam basen.

 

Przepłynięcie  wycieczkowym statkiem  po morzu w obydwie strony : tzn. atmosfera tam panująca oraz ogromne fale przyczyniły się do popularności tego miejsca. Dużo znajomych, także wychowawców oraz Niemcy nadawały temu miejscu super charakter.

 

Dużo czasu spędzałem z siostrami i z mamą. Opalałem się nad plażą, wylegiwałem się na leżaku.

 

Maciej

 

W tym roku moim pierwszym wyjazdem wakacyjnym był wypoczynek na turnusie rehabilitacyjnym w Ustroniu Morskim. Rozpoczął się on 31 maja i trwał do 12 czerwca. Do Ustronia udałem się w zorganizowanej grupie kilkudziesięciu osób, która jest związana ze „Stowarzyszeniem Osób z Zaburzeniami Psychicznymi -POMOST „ Wyjazd miał miejsce około godziny ósmej trzydzieści spod siedziby „Warsztatów Terapii Zajęciowej” na ulicy Świętego Wincentego 85. Podróż do Ustronia trwała około 10 godzin. Podczas drogi do Ustronia, która liczy około 500 kilometrów mijaliśmy między innymi Toruń, Bydgoszcz, Człuchów, Koszalin. Do celu dotarliśmy o godzinie osiemnastej trzydzieści. Zostaliśmy zakwaterowani w ośrodku wypoczynkowym „EWA”, w pokojach 2-wu lub 3-rzy osobowych.  Każdy pokój był wyposażony w kabinę prysznicową, umywalkę, toaletę oraz telewizor. Na ośrodek wypoczynkowy „EWA” składają się dwukondygnacyjne bungalowy w których właśnie mieszkała nasza grupa , domki kempingowe oraz stołówka w której jadaliśmy posiłki. Do dyspozycji gości jest również siłownia, świetlica, kawiarnia, stół bilardowy i pingpongowy. Jest również dostęp do internetu. Istnieje również możliwość korzystania z zabiegów leczniczych. Na terenie ośrodka znajduje się duży plac przeznaczony do organizowania ognisk, spotkań  i tym podobne. Nasz ośrodek od plaży dzieliło około 500 metrów.” Ustronie Morskie” jest uroczym kurortem położonym nad brzegiem Morza Bałtyckiego w zachodniej części województwa zachodniopomorskiego. Łączy się on z pobliską miejscowością - „Sianożęty”. W obu tych miejscowościach  jest bardzo dużo domów i ośrodków wczasowych, hoteli, prywatnych kwater, domków kempingowych, lokali gastronomicznych, stoisk z pamiątkami i tak dalej. Ustronie  jest położone wzdłuż brzegu morza. Posiada piękną piaszczystą plaże oraz nadmorski bulwar, który jest oddzielony od plaży wydmami. Znajduje się również w Ustroniu główna ulica na której można znaleźć właśnie wspomniane już przeze mnie sklepy, stoiska z pamiątkami, restauracje i tak dalej. Pełni ona rolę deptaku turystycznego. Plaża w Ustroniu ma  dwa niewielkie mola oraz wysoki pomost umieszczony kilka metrów nad plażą. Podczas dwutygodniowego pobytu w Ustroniu Morskim żyłem bardzo aktywnie i mam bardzo dużo miłych wspomnień związanych z nim. O to aby czas podczas turnusu został pozytywnie spożytkowany dbał personel Warsztatu Terapii Zajęciowej. Troszczył się o to abyśmy odpoczęli i spędzili ten czas aktywnie i w milej atmosferze. Między innymi bardzo miło wspominam wycieczki fakultatywne zorganizowane dla uczestników turnusu, oraz innych gości ośrodka wypoczynkowego „EWA”. W pewne słoneczne popołudnie pojechaliśmy pożyczonymi rowerami na wycieczkę do pobliskiej latarni morskiej znajdującej się 8 kilometrów na wschód od Ustronia położonej w połowie drogi od Ustronia do innego miasteczka turystycznego -”Sarbinowa”. Jechaliśmy tam z panią kierownik WTZ, panią psycholog oraz z grupa z Niemiec, która spędzała z nami wczasy w Ustroniu. Do latarni z Ustronia prowadzi piękna leśna droga. Jedzie się wzdłuż brzegu morza będąc oddalonym od niego o kilkaset metrów. Latarnia jest koloru czerwonego i ma około 60 metrów wysokości. Można z niej zobaczyć obszar sięgający kilkunastu kilometrów. Na polskim wybrzeżu mamy kilkanaście takich obiektów , ten należy do jednych z najwyższych w Polsce. Również podobała mnie się wycieczka „samochodem - ciuchcią” po Ustroniu i okolicach. Pojechaliśmy na nią w godzinach popołudniowych. Przez około godzinę byliśmy obwożeni tym pojazdem po Ustroniu i okolicach. Odwiedziliśmy ujście „Czerwonej Rzeki” do morza. Nazwa „Czerwona Rzeka” pochodzi stąd, że rzeka ta jest koloru czerwonego a wynika to z tego , że ma ona specyficzne miedziane podłoże, które nadaje jej     specyficzny czerwonobrunatny kolor. Ujście tej rzeki znajduje się w połowie drogi od Ustronia do latarni   morskiej, w pięknym lesie. Podczas wycieczki ciuchcią mieliśmy opiekę przewodnika, opowiedział on nam wiele ciekawych rzeczy o pobliskiej okolicy. Między innymi opowiedział nam o klimacie jaki panuje w Ustroniu i jego okolicach. Jest to unikalny mikroklimat na , który składa się jod krążący w powietrzu  na plaży i w jej pobliżu oraz inne dobroczynne pierwiastki łączące się z tym jodem. Do tego dochodzi świeży tlen jakie „produkują” pobliskie lasy, wydzielają one również zdrowe opary żywicy. Dużo dowiedzieliśmy się też o historii ziem pomorza zachodniego. Tereny należały do Polski w okresie wczesnego średniowiecza po czym dostały się we władanie Prus. Po rozbiorach Polski należały do Cesarstwa Niemieckiego. Również po pierwszej wojnie światowej znalazły się do  w granicach ówczesnych Niemiec, a  w Polsce znalazły się po roku 1945. Klimat Ustronia został już doceniony w dziewiętnastym wieku przez żołnierzy niemieckich i ich rodziny, którzy przyjeżdżali tu na wypoczynek. Przewodnik pokazał nam wiele ciekawych budowli obecnie  będącymi zabytkami, takich jak pierwsze domy rybackie czy domy wypoczynkowe powstałe jeszcze w dziewiętnastym wieku. Wyróżniają one się specyficznym stylem architektonicznym i są dzisiaj rzadko spotykane. Podczas tej wycieczki odwiedziliśmy również „Sianożęty” miejscowość scaloną z Ustroniem Morskim. Jest ona bardzo podobna do  Ustronia, jednak znacznie mniejsza. Spełnia podobną rolę , nadmorskiego kurortu, jak Ustronie. Pojechaliśmy na sam zachodni kraniec Sianożęt oddalony od naszego ośrodka o 3 kilometry. Tam droga kończy się w polu, gdyż dalej znajduje się obecnie lotnisko turystyczne, dawniej sowiecka baza wojskowa. Pas startowy tego lotniska jest dłuższy niż na warszawskim lotnisku „Chopina”. Obecnie wiadomo , że na terenie byłej bazy zalegają potężne złoża gorących wód. Mają być one wykorzystane do celów gospodarczych. W Ustroniu morskim możemy skorzystać z wesołego miasteczka, obecnie bardzo małego, jednak ulegającego szybkiej rozbudowie. Ma powstać również całoroczny „Aqua Park” . Sama miejscowość -Ustronie liczy około dwóch tysięcy stałych mieszkańców a podczas szczytu sezonu letniego przebywa w Ustroniu jednorazowo 10 tysięcy turystów. Niektóre z obiektów czynne są przez cały rok, gdyż niektórzy lubią podziwiać morze zimą. Zimowy wypoczynek jest zresztą zdrowszy ze względu na większą ilość jodu generowanego przez wody Bałtyku. W ostatnich latach Ustronie bardzo wyładniało i znacznie się rozbudowało. Powstało wiele nowych miejsc noclegowych, w nowych hotelach, pensjonatach i domach prywatnych oraz wszelakich punktów obsługi potencjalnych turystów. Miejscowość otrzymała w ostatnich latach nowe chodniki , miejski system informacji, nowe nawierzchnie ulic. Kolejną wycieczka na jakiej byłem ,był wypad z panią Żanetą i panią Marysią do kołobrzeskiego Aqua Parku. Bardzo podobał mnie się zjazd w zakrytej rurze z wysokości  10 metrów pod kątem kilkunastu procent. Zjazd trwa kilkanaście sekund i na koniec osiąga się dosyć dużą prędkość z którą wpada się siłą bezwładu do basenu zanurzając się na chwilę całkowicie w wodzie. Podczas pobytu na basenie zjechałem ze zjeżdżalni kilkanaście razy Oprócz zjeżdżalni jest tam. do dyspozycji  pełnowymiarowy  basen, małe baseny dla dzieci oraz kilka stanowisk jacuzzi. Ze wszystkich wycieczek, które odbyłem podczas turnusu dwie najbardziej mnie utkwiły w pamięci. Jedną z nich była wycieczka małym statkiem wycieczkowym po okolicach portu kołobrzeskiego. Na tą wycieczkę udaliśmy się z panią Beatą, panią Ulą i panem Arturem. Do Kołobrzegu dotarliśmy autobusem turystycznym. Tego dnia panowała straszna pogoda. Padał  rzęsisty deszcz i wiał silny wiatr. Wycieczka w okolicach portu trwała około 45 minut i dostarczyła wiele mocnych wrażeń. Ze względu na niewielkie rozmiary statku strasznie nim bujało. Ja udałem się na dziób gdzie bujanie można było poczuć jeszcze bardziej. Można się było bać jednak z dzisiejszej perspektywy wiem , że wsiadł bym na taki statek przy podobnej lub nawet gorszej pogodzie jeszcze raz.. Poza rejsem statkiem zobaczyliśmy w Kołobrzegu jeszcze latarnie morską na którą  nie wchodziliśmy, widzieliśmy również pomnik zaślubin Polski z morzem, jak również kołobrzeskie molo. Wiele ciekawych osobliwości zobaczyłem na innej wycieczce zorganizowanej przez personel ośrodka „Ewa” na której byłem jako jedyny uczestnik „naszej” grupy. Była to wycieczka całodniowa, również z opieką przewodnika. Zwiedziłem na niej sporo miejsc Pomorza Zachodniego. Zobaczyłem Trzebiatów - miasto nazywane Kazimierzem Wielkim północy. Nazywa się go tak ponieważ posiada bardzo bogatą historię a zwłaszcza wspaniałe zabytki. Są to takie zabytki jak trójnawowy kościół gotycki przebudowywany w późniejszych czasach, osiemnastowieczny ratusz, kamieniczki pochodzące z lat 1500- 1900, zamek wzniesiony przez książąt mazowieckich pochodzący z 13-tego wieku, kaplica w której uchwalono przyjęcie luteranizmu na Pomorzu. Z Trzebiatowa w którym niestety wycieczka nie zatrzymała się udaliśmy się do Trzęsacza małej miejscowości wypoczynkowej . Trzęsacz posiada  jeden bardzo cenny zabytek. Jest nim pozostałość po 15-wiecznym kościele. Znajdował się on początkowo 1800 metrów od brzegu morza a w 1760 roku tylko 59 metrów. Już  w 1900 roku jedna z jego części runęła  do morza. Proces niszczenia obiektu trwa do dziś choć obecnie brzeg zabezpiecza się, a po kościele została tylko nieduża ściana. Następnie trasa wycieczki biegła w stronę zachodnią. Minęliśmy znane miejscowości wypoczynkowe takie jak na przykład Pobierowo  przejechaliśmy  przez most na rzece Dziwnie i znaleźliśmy się na wyspie „Wolin”. Następnym punktem naszej wycieczki były „Międzyzdroje”. Tu miałem do dyspozycji 1,5 godziny wolnego czasu. Zobaczyłem aleję gwiazd w podłożu której  są odbite ręce sławnych ludzi kultury i sztuki. Udałem się na piękne molo ustępujące rozmiarami jedynie temu w Sopocie. Międzyzdroje niektórzy nazywają  Karpaczem wybrzeża, ze względu na to że jest położone na znacznych pagórkach , jest drugą pod względem wielkości miejscowością wypoczynkową na polskim wybrzeżu. Z Międzyzdrojów   wycieczka ruszyła do Świnoujścia..  Po dotarciu do miejsca przystani promowej uczestnicy wycieczki , wraz ze mną opuścili autobus i udali się na prom, który zawiózł nas do polskiej części wyspy „Uznam” na której to leży Świnoujście. Sama podróż na drugi brzeg trwa 5 minut. W planie wycieczki nie był niestety spacer po mieście. Wróciliśmy tym samym promem którym przypłynęliśmy do Świnoujścia. Płynąc promem przez rzekę Świnę dopisywała ładna pogoda i widać było duże nowoczesne promy morskie łączące Świnoujście z duńskim Ystad ,Ronne oraz Kopenhagą. Po opuszczeniu przystani autobus skierował się na południe do tarasu widokowego Jeziora Turkusowego położonego w „Wolińskim Parku Narodowym”, Powstało ono podczas prac wydobywczych prowadzonych w miejscu dzisiejszego jeziora. Jezioro to ma piękny kolor turkusu i nazwa  pochodzi właśnie od jego barwy. Rozpościera się na nie wspaniały widok z tarasu. Jest otoczone pięknym lasem a poziom jego dna jest umiejscowione poniżej poziomu morza co nazywamy zjawiskiem kryptodepresji. Jezioro Turkusowe było przedostatnim punktem naszej wycieczki. Teraz jechaliśmy w stronę Kamienia Pomorskiego po drodze mijając fortyfikacje w których to Trzecia Rzesza próbowała produkować rakiety balistyczne. W miejscu tych fortyfikacji  możemy zobaczyć jedną z takich prototypowych rakiet, kilka z nich dostało się nad aliancki Londyn i spowodowały one znaczne zniszczenia oraz  śmierć wielu ludzi. W Kamieniu Pomorskim zwiedzałem piękną  gotycko- barokową  katedrę  która  wyposażona jest w jedne z największych w Polsce organy. Jedynie Łańcut i Gdańsk mają w swoich katedrach większe organy. Kamień Pomorski ma znacznie więcej do zaoferowania zwiedzającym niż tylko słynną  katedrę . Do Ustronia wróciłem. na kolację zadowolony z tego, że sporo zobaczyłem. Wymieniłem powyżej miejsca które poznałem i uważam, że pozostawiły one fajne i miłe wspomnienia, które na długo pozostaną w mojej pamięci. Wycieczki to nie wszystkie atrakcje jakie miałem ja i grupa „pomostowa” na turnusie. Bardzo podobały mi się dyskoteki, ogniska, spotkania integracyjne i tym podobne. Spotkanie integracyjne miało miejsce pierwszego dnia turnusu i brali w nim udział wszyscy uczestnicy turnusu z Warszawy jak i z Niemiec. Każdy z nas przedstawiał się i coś o sobie mówił potem było ognisko na którym piekliśmy pyszne kiełbaski. Fajne były też dyskoteki na których to bawiliśmy się, czasami sami a czasami z grupą niemiecką, niekiedy też z innymi gośćmi ośrodka wypoczynkowego „Ewa”. Tańczyłem wtedy często do samego końca  zabawy i byłem cały spocony ze względu na wysiłek fizyczny jakiego musiałem użyć podczas tańczenia. Podczas trwania turnusu dla naszej grupy było zorganizowanych kilka dyskotek oraz innych podobnych atrakcji. Raz na spotkaniu osób z całego ośrodka „Ewa” jego personel zorganizował konkursy i zabawy, które wprowadziły wszystkich uczestników zabawy w wesołość i dobry nastrój. Podczas tej zabawy odbył się konkurs w przeciąganiu liny między płcią piękna a mężczyznami. Inną  konkurencją   były zawody polegające na tym, że ich uczestnicy należący do dwóch różnych drużyn siedzący na dwóch ławkach byli wywoływani po  imieniu wcześniej ustalonym przez didżeja i mieli oni za zadanie jak najszybciej przebiec wokół tych ławek. W każdej drużynie były osoby o tym samym imieniu. Gdy didżej powiedział jakieś imię wtedy te osoby wstawały i biegły wokół ławek, Kto pierwszy dobiegł ,ten zdobywał punkty dla swojej drużyny .Po konkursach rozpoczęła się dyskoteka  na  której czasami tańczyli wszyscy w jednym kręgu lub trzymając się za plecy. Zaś podczas ognisk nie tylko piekliśmy kiełbaski lecz także śpiewaliśmy. Bardzo miło wspominam też spacery po Ustroniu i Sianożętach. Często wstawałem o 5 rano po to aby pójść na godzinny lub dłuższy spacer na którym podziwiałem piękno nadmorskiego poranka. Później ,na ósmą wracałem do ośrodka na gimnastykę. Trwała ona 15-ście minut i była prowadzona przez wykwalifikowaną instruktorkę. Po gimnastyce udawałem się na zabiegi lecznicze a potem na śniadanie. Następnie w zależności od pogody albo udawałem się na plażę poleżeć lub też wybierałem się na długie spacery. Ponieważ pogoda podczas całego pobytu bywała kapryśna to na plaży opalałem się tylko kilka razy. Dużo częściej spacerowałem, nieraz kilka godzin dziennie. Niekiedy aura płatała takie numery , że trzeba było pozostać w pokoju. Będąc na ostatnim turnusie lubiłem wstąpić do jednej ze smażalni na pyszną smażoną rybę. Od czasu do czasu odwiedzałem również kawiarnie i cukiernie gdzie lubiłem zjeść loda, gofra lub wypić kawę. Ten powyższy tekst przedstawia obraz tego co robiłem i co robiła nasza” pomostowa” drużyna podczas tego bardzo przyjemnego dwutygodniowego turnusu. Przyniósł on bardzo dużo sympatycznych wrażeń i zapadnie na długo w mojej pamięci.

 

Magdalena

 

Hortulus w jęz. Łacińskim  oznacza: ogródek. Jednak, jakby na przekór nazwie, Hortulus to ogromny zespół ogrodów, ciągnących się na przestrzeni ponad 4 hektarów w Dobrzycy, miejscowości położonej mniej więcej w połowie drogi między Koszalinem a Kołobrzegiem. Z naszego ośrodka w Ustroniu Morskim dotarliśmy wraz z Anią autokarem na miejsce  w zaledwie ok. 20minut.

 

Obiekt został założony przez małżeństwo, które przed 17 laty przyjechało tu i zakupiło ziemię. Całość terenu została podzielona na kilkanaście części, na których zaangażowano roślinność zgodnie z określonym stylem ogrodniczym: japońskim, z charakterystycznym łukowatym mostkiem przerzuconym nad stawem, francuskim, z zielenią poddana surowym geometrycznym kształtom, czy białym, w którym zgromadzona roślinność kwitnie wyłącznie na biało. Są tez ogrody: kamienny, w stylu angielskim, purpury i ognia, ogród cienia i inne.

 

Przyrodę wzbogacają elementy odpowiednio dobranej małej architektury ogrodowej jak: altanki, rzeźby, zegary, ławeczki, fontanny, lampiony itp. W Dobrzycy znajdują się rośliny egzotyczne, które zaakceptowały klimat środkowego wybrzeża Bałtyku. Ale w większości jest tu przyroda rodzima, tyle że bardzo ciekawe zaangażowania i troskliwe pielęgnowana. Hortulus jest przykładem na to, że pasja ludzka w połączeniu z pracą może zaowocować prawdziwymi cudami.

 

Na wyprawę do Dobrzycy zostałam wyposażona w „warsztatowy” aparat fotograficzny, aby zrobić fotoreportaż z miejsca, do którego z naszej grupy z „POMOSTU” dotarliśmy tylko: ja z Anią. Zachwycona wspaniałymi widokami nieraz z ciekawością oglądałam za siebie i przystawałam zaskoczona pięknem, w którym przecież przed chwilą  byłam, tyle że teraz widziałam je od innej strony. Podziwialiśmy też z Anią malowniczy staw z nenufarami, niczym z obrazu Claude Monet’a. Oprowadzająca nas pani o odpowiednio dobranym imieniu – Prymula - będąca zresztą głównym ogrodnikiem obiektu, zaznaczyła, że woda w stawie jest tak czysta, iż zamieszkują go nawet raki. W innym miejscu zwróciła naszą uwagę na dwa drzewka zasadzone w tym samym czasie, tj u początku istnienia ogrodów.

Jedno z nich miało niecały metr, drugie, około czterech metrów. Pomyślałam sobie wtedy, że to tak jak w życiu: każdy ma swój czas i swoją miarę osiągająca pełni.

 

W Dobrzycy zobaczyłam wreszcie CZARNĄ SOSNĘ, o której po raz 1 usłyszałam w czasie zwiedzania ciuchcią Parku Krajobrazowego na obrzeżach Ustronia Morskiego. Niestety, nie miała jeszcze charakterystycznego  czarnego pnia -  była na to zbyt młoda. Ale na pewno ściemnieje w późniejszym czasie, by dopasować się do nazwy.

 

Wrażliwość na piękno przyrody nauczyła mnie Mama, która nie tylko kochała rośliny ale i potrafiła je cierpliwie pielęgnować. Jestem Jej za to bardzo wdzięczna.

 

Przyznam się, że decydując się na zwiedzanie Hortulusa trochę obawiałam się, czy dam radę. W końcu zwiedzanie 4 hektarowej ekspozycji to nie byle co! Ale ogrody okazały się tak ciekawe, ze nawet nie zauważyłam kiedy minęła godzina przeznaczona na nasz spacer.

 

Hortulus (znaczy: ogródek) to w chwili obecnej spore przedsiębiorstwo zatrudniające niemałą rzeszę pracowników. Dokupiono kolejne kilkadziesiąt hektarów gruntu.

 

Po zakończeniu oglądania na zwiedzających czekają liczne stoiska z nasionami i sadzonkami dziesiątków tysięcy roślin. Jest literatura fachowa a także numer telefonu pod który można dzwonić dla zaciągnięcia porady z zakresu hodowli roślin (094-716-21-47).

 

Pewien hierarcha Kościoła Wschodniego, stojący na jego czele w poprzednim stuleciu – Atenagoras - wypowiedział takie piękne zdanie: PRZYRODA JEST CZĄSTKĄ RAJU, KTÓRĄ BÓG POSTANOWIŁ NA ZIEMI. Przekonałam się o tym osobiście gdy wracałam z Dobrzycy do naszego ośrodka w Ustroniu Morskim - miałam serce napełnione cichym, radosnym pokojem.

Dlatego każdego, kto się znajdzie na Pomorzu, będę zachęcać by odwiedził to miejsce.

 

Ps.  W najgorszym razie pozostaje jeszcze internet:  www.hortulus.com.pl       

        

Turnus oczami personelu

 

Wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne organizowane co roku przez Bródnowskie Stowarzyszenie POMOST cieszyły się zawsze dużym powodzeniem i zainteresowaniem. Tak było i w tym roku! Tym razem pojechaliśmy do Ustronia Morskiego…

 

Naszą „turnusowa tradycją” stały się również wspólne wyjazdy z grupą uczestników z niemieckiego Stowarzyszenia Reha-Ferein z Mőnchengladbach.

 

 30 maja o 8.30 spod Warsztatów Terapii Zajęciowej wyruszył wesoły autobus pełen uczestników nie mogących doczekać się zapachu morza i wizji odpoczynku. Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że wybrany przez nas ośrodek wypoczynkowy był uroczo położony niedaleko morza. Można było zatem kilka razy dziennie spacerować i wdychać cenny dla zdrowia jod ! Grupa uczestników z Niemiec dojechała do nas wieczorem tak więc koło godziny 20 byliśmy już wszyscy w komplecie.

 

Głównym celem wyjazdu był odpoczynek połączony z rehabilitacja zdrowotna i społeczna oraz integracja z naszymi niemieckimi przyjaciółmi. Zdrowy styl życia towarzyszył nam już od rana gdyż dzień zaczynał się gimnastyką z panią rehabilitantką. Ale już przed rannymi ćwiczeniami można było spotkać spacerujących po plaży spragnionych widoku morza uczestników. Później wszyscy zgłodniali spieszyli na śniadanie, a trzeba dodać, że jedzenie w ośrodku było pyszne! Po śniadanku mniej więcej do obiadu odbywały się różnego rodzaju zabiegi rehabilitacyjne takie jak: fotel masujący, wibracyjne masaże stóp i całego ciała, niektórzy korzystali z kąpieli wodnych, a jeszcze inni inhalowali się czystym tlenem. Po skończonych zabiegach, chętne i wymasowane już osoby, spacerowały sobie nadmorska promenadą zwiedzając okolice. Popołudnia spędzaliśmy na wspólnych zabawach, grach czy zorganizowanych wycieczkach. W trakcie całego turnusu promowane były różne formy sportu. Jeździliśmy na rowerach, graliśmy w siatkówkę, bilard, ping-ponga, spacerowaliśmy po plaży ale nie można zapomnieć o wieczornych tańcach, czy to przy ognisku czy w kawiarni! Był tez oczywiście czas na odpoczynek. Jeśli tylko pogoda sprzyjała wylegiwaliśmy się na plaży. Umilaliśmy sobie czas grając w bule czy budując wspólnie wielki piaskowy zamek. Na turnusie nawet zimny Bałtyk nie był nam straszny, znaleźli się bowiem chętni do morskich kąpieli!

 

Co po niektórzy uczestnicy niezaspokojeni dziennymi spacerami wyruszali na wieczorną przechadzkę po plaży.

 

A pewnego razu grupa wytrwałych uczestników postanowiła także zobaczyć wschód słońca i wybrała się o 4 rano na plaże aby je przywitać.

 

Ośrodek wypoczynkowy „Ewa”, w którym mieszkaliśmy również zapewnił nam różne atrakcje. Mieliśmy możliwość uczestniczyć w pokazie fakira i śpiewać podczas karaoke.  Współpraca z ośrodkiem przebiegała bardzo pomyślnie. Uczestnicy chętnie brali udział w zajęciach i bardzo aktywnie spędzali czas. Wyjazd umożliwił nawiązanie nowych i odnowienie starych przyjaźni polsko-niemieckich. Na koniec wspólnej podróży wymieniliśmy się drobnymi upominkami wykonanymi przez uczestników warsztatów z Polski i Niemiec. To był niezapomniany wyjazd.

Nasz adres:

Warsztat Terapii Zajęciowej

przy Bródnowskim Stowarzyszeniu „POMOST”

03-291 Warszawa

ul. Świętego Wincentego 85

tel.: (22) 614 16 49

email: wtz@reha-pomost.org

www.icar.website.pl

www.pomost.info.pl