Szczawnica 2009

Link do strony z wirtualną wycieczką po Szczawnicy: kliknij

Dni od 5 IX sobota – 11 IX piatek 2009 roku byly to dni kiedy bylem z moim bratem na wycieczce w Szczawnicy w Pieninach. O godz. 5.00 wyruszylismy z Warszawy a dotarlismy do miejsca noclegowego w Szczawnicy okolo godz. 14.00. Po rozpakowaniu sie okolo godz. 15.00 postanowilismy wyjsc i rozejrzec sie po Szczawnicy. Pózniej szlismy promenada wzdluz Dunajca okolo 1h. Az dotarlismy do punktu w którym przewoznik przewozi tratwa na druga strone Dunajca. Dowiedzielismy sie u przewoznika o godziny i cene przeplyniecia. Wracalismy z tej przystani do miejsca noclegowego ta sama droga. Po drodze wstapilismy na mala wysepke która byla na Dunajcu. Prowadzila na nia waska drewniana kladka. Z przeciwnej strony wysepki byly prostopadle skaly a w nich byla wneka skalna.

W niedziele 6 wrzesnia pojechalismy rowerami po tej samej drodze i dalej za granice Slowacka az do Czerwonego Klasztoru. Klasztor ten jest tak nazwany z powodu czerwonego klasztoru elewacji. Klasztor ten pelni teraz funkcje muzeum. Eksponaty w nim dotycza zycia mnichów którzy dawniej w nim mieszkali. Na granicy polsko – slowackiej nie spotkalismy celników. Ale jest druga strona medalu: bilet wstepu do tego muzeum jest w walucie euro przeliczeniu na zlotówki bilet wstepu do tego muzeum kosztowal 13zl. Natomiast kiedy sie chcielismy w tym muzeum porozumiec ze slowaczkami to jedna z tych dziewczyn poprosila swoja kolezanke imieniem Sika o to zeby przetlumaczyla co my do nich mówimy. Chociaz jej imie wskazywalo na to ze jest slowaczka to dobrze mówila po polsku i w ten sposób zostaly pokonane bariery jezykowe. Potem pojechalismy do slowackiej miejscowosci Majere. Wracajac wstapilismy w jeszcze jedno miejsce przechodzac przez drewniany most który byl przerzucony nad Dunajcem i jadac dalej droga asfaltowa dojechalismy do wystawy która jest u podnóza Trzech Koron. Ta wystawa byla bezplatna. Eksponaty na tej wystawie dotyczyly fauny, flory i sztuki ludowej Pienin. Jest tam tez mapa plastyczna Pienin oraz ciekawe fotografie dotyczace tego regionu. Wrócilismy do Szczawnicy ta sama droga. Obok przystani gdzie flisak przewozi ludzi na druga strone Dunajca jest tez wystawa ( bezplatna) która dotyczy fauny, flory, fotografii i map plastycznych Pienin. Wracalismy do Szczawnicy ta sama droga. Jest to waska droga: z jednej strony tej drogi jest Dunajec a z drugiej urwiste wysokie skaly. Zrobilismy tego dnia na rowerach 40km(oczywiscie razem w obie strony).

W poniedzialek pojechalismy do Zakopanego i dalej do miejscowosci Kiry. Potem weszlismy do Doliny Koscieliskiej i szlismy ta dolina ogladajac po bokach strome szczyty skal i sluchajac szumu potoków. (Polecam ta trase nawet tym którzy nie sa przyzwyczajeni do chodzenia po górach, jezeli kiedys dotra w te rejony). Poszlismy dalej nad Smreczynski Staw. Jest to jeziorko otoczone wysokimi górami lecz na wierzcholkach tych gór nie ma skal. Brzegi jeziorka sa porosniete trzcina. Wracajac zeszlismy do schroniska na Hali Ornak. Z Hali Ornak tez byly ladne widoki. Wracajac zatrzymalismy sie przy skrzyzowaniu Doliny Koscieliskiej z Wawozem Kraków. Widzielismy tam dwie groty skalne i jak wychodza stamtad ludzie z latarkami na czolach i w ubloconych skafandrach ( takiej turystyki to juz bym nie chcial uprawiac ).Pózniej skrecilismy w Wawóz Kraków. Jest to wawóz z boków zamkniety scianami skalnymi, bardzo waski, ma duzo grot, wnek i nawisów skalnych. Doszlismy nim do jaskini zwanej Smocza Jama ale droga do jaskini prowadzila po drabinie a wejscie do samej jaskini jest na wysokosci pierwszego pietra wzgledem terenu. Mozna przejsc przez ta jaskinie i wrócic na szlak z którego sie wyszlo. Wedrówka zajmie okolo 1h. Zrezygnowalismy z tego poniewaz ta trasa byla jednokierunkowa. Niektóre nawisy skalne sa ‘’podparte’’ dragami zeby nie zawalily sie. Oczywiscie ci co tak powiedzieli traktowali to jako zart.

We wtorek wybralismy sie do Wawozu Homole. Wawóz ten jest zakonczony polana z ‘’kamiennymi ksiegami’’. ‘’Kamienne ksiegi’’ sa to formacje skalne a nazywaja sie tak, dlatego ze przypominaja ksiazki polozone na plasko. Nie sa duze. Mozna na nich usiasc lub wsadzic palce w szczeliny skalne udajac ze ta „ksiazke’’ chce sie otworzyc zeby ja przeczytac. Z tablicy informacyjnej wynika ze formacje te powstaly w wyniku ruchów tektonicznych. Natomiast wedlug legendy w „ksiegach’’ tych sa zapisane losy ludzi z calego swiata, trzeba umiec je tylko przeczytac. Podobno potrafil tego dokonac jeden mnich z Lipnika na Slowacji, jednak gdy wybral sie on aby tego dokonac Bóg odebral mu mowe. Nie chcial aby ludzie poznali swoja przyszlosc. Nastepnie poszlismy dalej i chcac dostac sie na Wysoka, zboczylismy troche ze szlaku, poszlismy jakas wyjezdzona trasa. Po drodze minelismy pasterza który pasl owce na hali. Dotarlismy na wierzcholek Wysokiej najwyzszego wzniesienia w Pieninach.
W srode poszlismy do przystani flisackiej w Szczawnicy aby przeplynac na druga strone Dunajca. Stamtad mielismy wejsc na Sokolice. Wrócilismy do Szczawnicy przez sasiednia miejscowosc Kroscienko. Z Sokolicy widac ladnie Dunajec.

W czwartek poszlismy na Trzy Korony. Na sam wierzcholek Trzech Koron idzie sie waskimi jednokierunkowymi schodami. Ma on 4m kwadratowe. Zwiedzalismy tez dwa zamki warowne Pienin: jeden Niedzicy, drugi w Czorsztynie. Oba zamki polozone sa nad Jeziorem Czorsztynskim. Po tym jeziorze plywaly spacerowe statki pasazerskie. Atrakcji nie brakowalo tez w samej Szczawnicy wieczorami i popoludniami.
Nalezaly do nich: pijalnia wód, park zdrojowy i muzeum skansen. Muzeum skansen wygladalo niepozornie. Byl to drewniany budynek na prywatnym podwórku. Spotkalismy tam gospodarza który nas oprowadzil po tym muzeum. Najpierw pokazal ogród roslin leczniczych i trujacych. Mozna bylo eksponaty dotykac (byle ich nie zniszczyc), niektóre byly gliniane. Eksponaty dotyczyly dawniejszych rzemiosl oraz przedmiotów dawniej uzywanych na wsi. Ten czlowiek powiedzial ze sam to zbiera. Pózniej wpuscil nas po stromych waskich schodach na strych który mial w przyblizeniu 10m dl., 3m szer., i 3m wysokosci. Sciany strychu zwezaly sie ku górze. Na tym strychu byly takie eksponaty: dawniejsze zabawki, warsztat tkacki, szafa która w dawnych czasach sluzyla jako schowek do przechowywania wedlin i ladne stare obrazy.
Pogode caly czas mielismy ladna. Rano byly takie geste mgly ze nie dawaly nadziei ze sie wypogodzi ale okolo godziny 10.00 rano juz bylo slonce i to nawet prazace. Raz tylko padal deszcz ale w tym czasie bylismy w klasztorze.

Sprawy organizacyjne: obecnie wstep do dolin lub na sam wierzcholek kosztuje 4 zl, ulgowy 2 zl. PKS – y tam nie jezdza tylko busy czyli takie duze nyski kilkunastoosobowe.
Nie korzystalismy z przewodnika tylko z map i drogowskazów.
Na szczyty wspinaly sie nawet kobiety z niemowlakami.
Nie wrócilem z pustymi rekami. Kupilem sobie maskotke puszysta owieczke która jest poduszka a jak sie zwiaze na rzep to stoi na nogach. Dla mamy kupilem kolorowa szkatulke rzezbiona w stylu góralskim z wmontowanym na stale lusterkiem od wewnetrznej strony wieka.
Dzien 11 wrzesnia 2009 roku byl dniem powrotu do Warszawy.

Slawomir S.